Rozdział 10

*****Harry*****

Wyszedłem z domu i skierowałem się prosto do garażu. Siadłem za kierownicą Land Rovera i odpaliłem. Postanowiłem pojechać do Tesco. Zaparkowałem o dziwo zaraz przy wejściu, co zazwyczaj mi się nie zdarza.

*****Leo*****

Dobrze znałam ten dźwięk. Land Rover. Uśmiechnęłam się  do siebie.
-Malinowy czy wiśniowy, bo Niall zeżarł cały truskawkowy? – Spytał Louis patrząc się złowrogo na blondyna który najwyraźniej nie zwrócił uwagi na komentarz pasiastego i powoli zasypiał na kuchennym stole.

-Jeśli zeżarł truskawkowy, to świadczy o nim tylko tyle, że ma dobry gust.

-I że jest strasznym żarłokiem. – Dodała Abigail leniwie żując swojego tosta.

-Tak, to też. Następnym razem zostaw coś dla mnie.

-Halo, tosty stygną. – Dał o sobie znać Lou.

-Malinowy. – Odpowiedziałam.

-A kaukauko, mocne czy słabe? – pytał dalej szelek.

-Słabe, zdecydowanie słabe.-odpowiedziałam idąc w ślady blondyna, czyli kładąc sie na stole.

-Może jednak mocne? – spytała Abby.

-Nie, kakao jest bardzo bogate w magnez. – popatrzyli na mnie dziwnie – Przyczyną bezsenności jest w większości przypadków niedobór magnezu. Więc jeśli nie możecie wieczorem zasnąć, wystarczy sobie wypić kakao, albo gorące mleko i zasypia się praktycznie od razu.

-To wszystko tłumaczy-powiedział Niall dopijając czarną ciecz która najprawdopodobniej nie była znienawidzoną przeze mnie kawą tylko po prostu bardzo mocnym kakaukiem. Lou postawił przede mną talerz z tostami i kaukauko.

-Okej, to jakie plany na dziś?- spytałam odgryzając kawałek grzanki.

-Liam sie budzi, śniadanie, tort – gdy wymawiał słowo ‚tort’ popatrzył się na mnie.-potem każdy załatwia swoje sprawy i o godzinie 20 wszyscy mają być gotowi, bo przychodzą goście i będzie takie małe przyjęcie.

-Aha-powiedziałam kończąc tosta-muszę jeszcze tylko donieść do szkoły jakieś papiery do szkoły.

-Harry jak wróci to cie podwiezie.-Powiedziała Abby kończąc śniadanie.

-Nie!!!-Zerwał sie Niall-Chcesz ją zabić?!

-Wiesz co, jednak Lou cie podwiezie.-Stwierdziła brunetka patrząc sie na szelka.

-Z dwojga złego lepiej ja.-Mruknoł Louis.

-Jak to zabić?-Spytałam patrząc na Nialla którego trochę ożywiła pierwsza propozycja Abby

-Hazz to prawdziwy pirat drogowy. Kiedyś jak jechaliśmy na prostej musiał coś wyjąć ze schowka, a że rozmawiał wtedy przez telefon stwierdził że przytrzyma kierownicę kolanami. Przeżyliśmy chwile grozy gdy Lokowaty stracił panowanie nad autem i wjechał do rowu z którego osobiście go potem wypychałem.-Opowiedział blondyn.

-O jezu, to nawet Nat niema takich głupich pomysłów biorąc pod uwagę to że był zbyt leniwy i pewnego dnia stwierdził że nie będzie robić prawa jazdy, bo ma hulajnoge i na niej wszędzie dojedzie.-Abby parsknęła śmiechem-I od tamtego czasu prawie wszędzie trzeba go podwozić, bo za daleko. To jest Nat, tego nie ogarniesz.-Wzruszyłam ramionami dopijając kaukauko.

-No to niezły jest.-Stwierdził Lou.

-No co ty.-popatrzyłam się na niego jak na wariata.-To jeszcze nic, miał jeszcze większe odpały.

-Jakie na przykład?-zainteresowała się Abby.

-Na przykład wtedy kiedy stwierdził że napisze książke.

-No i co z tą książką?-Niby znikąd pojawił się Zayn.

-Sie pisze sie. Od pięciu lat, ale nasz artysta, jak to mówi, „niema weny twórczej”- wzruszyłam ramionami-To jeszcze nic. Kiedyś stwierdził że nie będzie pływać na basenie, bo ma okres.-Lou, Zayn i Abby parsknęli śmiechem, a Niall znowu zaczął przysypiać na kuchennym stole.

-I co było dalej?-Spytał Mulat z trudem powstrzymując śmiech.

-Jak to co? Oczywiście gość kazał mu pływać, ale ten geniusz był na to przygotowany.

-Co zrobił?-spytał zaciekawiony blondyn który najwyraźniej powrócił do nas ze świata puchatych jednorożców rzygających tenczą.

-Mieliśmy w klasie takiego kolegę który bardzo się angażował we wszystkie prezentacje i prawie zawsze miał przy sobie coś co jego zdaniem było niezbędne do jego prezentacji, a że zbliżało się Hallowen, ów kolega przygotowywał przedstawienie na język angielski. Oczywiście jak sie nie trudno domyśleć, kolega był bardzo kreatywny i miał ze sobą keczap.-Abby parsknęła śmiechem.-Ale Naciek jest jeszcze bardziej kreatywny i jak niektórzy z nas się już pewnie domyślili, wzioł ten keczap, urombał sobie nim kompielówki i wszedł tak do basenu.-Wszyscy parsknęliśmy śmiechem.- I potem Naciek sobie płynie, a z tłu mu takie czerwone coś wycieka. Szkoda że nie widzieliście miny gościa jak go zobaczył. Po prostu se idzie sobie brzegiem basenu, a tu nagle wychodzi Nat i takie czerwone coś mu spływa po nogach, a Bieńkowski sie na niego patrzy i mówi: Ostrzegałem. Potem normalnie go wyminoł i poszedł sie przebrać. Co ciekawsze, 2 tygodnie później dowiedzieliśmy się że Pan Artur już nie pracuje u nas w szkole.-Wszyscy pokładaliśmy się ze śmiechu. -W sumie, gdyby się zastanowić, to Nataniel nie wyczerpał wtedy do końca limitu kreatywności.

-Co jeszcze zrobił?-Spytał Louis

—————————————————————————————

Hejoł! Jak sie podoba rozdział? Przepraszam że tak długo nic nie było, ale prawie wcale nie komentujecie i jakoś nie miałam motywacji do tego żeby cokolwiek dodawać. Także mam nadzieję że się podobało i czekam na komentarze, mejle, twetty, pytania na asku, cokolwiek co by mnie poinformowało że mam więcej niż jednego czytelnika. Aha, i jeszcze jedno. Jeśli macie jakieś pomysły na odpały Naćka, jakieś durne teksty, wtopy i tego typu rzeczy, nie krępujcie się do mnie napisać, może nawet coś z tych waszych pomysłów pojawi się na blogu ;)

Pamiętajcie: Komentarz = Motywacja, Motywacja = Rozdział, Rozdział = Więcej Nataniela Bieńkowskiego i jego przekraczającej wszelkie granice głupoty :)

See you xxx

Leoś

Jedna myśl nt. „Rozdział 10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>